Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Jak się targować, czyli very good price my friend!...

Jak się targować, czyli very good price my friend!

Nie wiem jak do tej pory mogłam nie napisać tego tekstu?! Targowanie się w krajach arabskich i często w Azji to element kultury, sposób robienia interesów, targują się wszyscy, także miejscowi i należy iść tą drogą. Ja to bardzo lubię, traktuję jak lokalny koloryt i wcale niezły trening przed negocjacjami w zupełnie normalnym biznesie. Co więcej – jak mam dobry dzień, to jestem w tym cholernie dobra.

Ponieważ w naszej kulturze targowanie się właściwie nie występuje niektórzy czują przed tym wewnętrzny opór. A zupełnie nie ma powodu. Właściwie byłoby dziwne, gdybyście się nie targowali. Tutaj pisałam o tym, co przywieźliśmy z Maroka, a zupełnie na świeżo o Tunezji tutaj. Tu też powstaje ten tekst. Dziś jestem z siebie bardzo dumna, bo dobiłam niezłego targu i mam sporo miejscowych, naturalnych kosmetyków za… 20% ceny wyjściowej. Patrzcie i się uczcie:

1. Nie rzucaj się na zakupy pierwszego dnia

Pochodź, porozglądaj się, sprawdź co ci się podoba, poznaj mniej więcej ceny. Nawet te wyjściowe mogą się bardzo różnić i te różnice wynikają z przynajmniej kilku zależnych. Na większość z nich masz wpływ. Generalnie Turystę Dnia Pierwszego można rozpoznać natychmiast. Gania z aparatem, rzuca się na wszystko i wszystko mu się podoba, bo jest takie nowe i inne. Turystę Dnia Piątego ze znudzeniem wymalowanym na twarzy, aparatem schowanym do plecaka i kompletnie olewającego naganiaczy też. O jego uwagę muszą się postarać bardziej. A więc wygrywasz już na wejściu.

2. Podejdź do tego z uśmiechem

Nastawienie jest szalenie ważne. Im masz lepszy humor, tym jesteś skuteczniejszy. Im masz większy luz, tym bardziej muszą się postarać. Przecież ci nie zależy, prawda? Warto ze sprzedającym zamienić kilka słów, rzucić kilka komplementów, takie karesy. Uśmiech działa zawsze.

3. Im więcej teatru, tym lepiej

Wszystkie chwyty dozwolone: łapanie się za głowę, wytrzeszczanie oczu, obraza majestatu. Tylko tak, aby nikogo nie urazić. Jeśli masz wątpliwości jak się to robi, to przyjrzyj się sprzedającym. Oni całą tę pantomimę mają w jednym paluszku, więc ucz się od najlepszych.

4. Znajomość języków popłaca

Na to nie poradzę, tak po prostu jest. Zarówno w Maroku jak i w Tunezji korzystam z francuskiego, ale czasem przez zaskoczenie – zaczynam po angielsku, a jak robi się poważnie, to płynnie przechodzę na francuski. To taki mój as w rękawie. Cudownie ich to zaskakuje i zmiękcza. A jeśli jeszcze jesteś ładną blondynką, to stąd już krótka droga do dobicia targu.

5. Reguła wzajemności

Reguła wzajemności działa pod każdą szerokością geograficzną i miej tego świadomość. Dlatego możesz zostać poczęstowany herbatą, a podczas niezobowiązującej pogawędki zostanie ci zaprezentowany cały towar. Jeśli nic nie kupisz, to sprzedający prawdopodobnie się wkurzy, że zmarnował na ciebie dwadzieścia minut, ale tak długo jak długo nie negocjujesz ceny nie masz też obowiązku niczego kupić, więc pamiętaj o tym. Generalnie ta herbatka jest po coś i miej to na uwadze zanim na nią przystaniesz.

6. Różnica między „Poland” i „Holland”

Wiedz, że jesteś taksowany poprzez pryzmat kraju pochodzenia. Dla Holendra ceny będą wyższe, bo Holandia jest postrzegana jako bogatszy kraj niż Polska więc upewnij się, że sprzedający dobrze usłyszał. Gdyby miał wątpliwości powiedz: „Lewandowski”. Działa za każdym razem.

7. Zainteresowanie? Umiarkowane

To jest ważne, by w widoczny sposób nie ekscytować się wybranym produktem, bo z miejsca stawia cię to na przegranej pozycji. Bo w życiu i na targu zawsze przegrywa ta osoba, która pragnie bardziej. Na każdej płaszczyźnie. Zapytaj o cenę od niechcenia, kiedy ją usłyszysz roześmiej się perliście i odłóż towar na miejsce. Wtedy sprzedający zapyta ile dasz, co jest jednoznacznym zaproszeniem do tanga. Można też zastosować metodę „na zmyłę” – bierzesz kilka produktów, których nie zamierzasz kupić i pytasz o cenę. Oczywiście jest zbyt wysoka, więc po kolei je odkładasz, by na koniec sięgnąć po to, co naprawdę ci się podoba. Prawdopodobnie już na wejściu usłyszysz niższą cenę, niż gdybyś po ten produkt sięgnął w pierwszej kolejności.

8. Metoda „na ostatni dzień”

Bardzo pomocna w negocjacjach. Mówisz, że to twój ostatni dzień i nie masz więcej forsy, niż zaproponowana przez ciebie cena. No, ewentualnie możesz mieć trochę więcej. Ale tylko ewentualnie i jak towar bardzo ci się podoba. Nie polecam praktykować przed uzyskaniem równomiernej opalenizny.

9. Negocjuj w lokalnej walucie

Z bardzo prostej przyczyny – ceny podane w euro czy dolarach zawsze będą się wydawały relatywnie niskie. Dlatego na targ trzeba iść wyposażonym w umiejętność szybkiego przeliczania na peeleny. I tak nie ma czegoś takiego, jak „właściwa cena”. Właściwa cena to ta, z którą ty będziesz się czuł dobrze, sprzedający też, a dla miejscowego i tak będzie niższa, niż twój najlepszy negocjacyjny wynik. Tak po prostu jest i musimy z tym żyć.

10. Jeśli kupujesz kilka rzeczy, zawsze negocjuj cenę każdej z osobna

To jest bardzo ważne. Na pięciu czy siedmiu produktach można się dać nieźle przewalić, więc uruchom swój zakurzony kalkulator w głowie i negocjuj cenę każdego produktu po kolei, ale też pamiętaj, by w głowie sumować kwoty, na które się zgodziliście, bo jak zostawisz to sprzedającemu, to podatek od nieuwagi może wynosić 20, 30 czy nawet 40% całej kwoty. I bajlando zaczyna się od nowa.

11. Dobra cena czyli jaka?

Zasada jest prosta – on mówi 100, ty 20. On 90, ty 22. I tak dalej. Z mojego doświadczenia wynika, że 30% ceny wyjściowej jest w porządku, choć zdarzało mi się zejść znacznie niżej. Ale to już wymaga samozaparcia i odstawienia tych wszystkich cyrków. Pytanie jak bardzo ci zależy i jak drogi jest produkt, którego cenę negocjujesz. Czasem warto się poświęcić.

12. Zamknięcie transakcji, sposób pierwszy

Nie wykorzystuj tego sposobu na samym początku, bo się spalisz w blokach. To jest metoda na ostatnią prostą. Nie z fochem, ale może małym zawodem wymalowanym na twarzy odkładasz produkt i odchodzisz. 9 na 10 sprzedających po chwili cię zawoła i wrócisz do gry. On ciut odpuści, ty ciut odpuścisz, spotkacie się gdzieś pomiędzy i wszyscy będą zadowoleni.

13. Zamknięcie transakcji, sposób drugi

To jest zajebiste, bo działa na niemal wszystkich ludzi na świecie. Jest coś takiego w wyciągniętej ręce, że (poza skończonym burakiem) dłoń uściśnie ci każdy. A uścisk dłoni to przypieczętowanie transakcji. Robię tak zawsze, kiedy zbliżamy się do satysfakcjonującej mnie ceny, ale utknęliśmy i dzieli nas od niej jeszcze parę groszy. Wyciągam rękę, mówię że „deal” powtarzając swoją cenę. Oczywiście z uśmiechem. I jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby sprzedający na nią nie przystał. A poza tym to ładne zakończenie negocjacji. Oba sposoby można stosować łącznie, lecz w opisanej kolejności.

Udanych łowów!

Magda

Spodobał Ci się post? To podaj dalej!

 


  • Aszke

    Wpadły mi kiedyś w Egipcie pięknie zdobione gliniane misy. Nie cierpię targowania się, ale miałam przy sobie tajną broń w osobie kolegi. Po niemal dwóch godzinach negocjacji wrócił z moimi michami, ale bez zegarka. Sprzedawca zakochał się w jego „złotym” tajskim „rolexie” i wcale go nie zmartwiło, że to podróba. Efekt był taki, że kolega za naczynia zapłacił dosłownie grosze a zegarek opchnął sprzedawcy z niemal dwukrotną przebitką.

    • Agnieszka

      Ależ sprytny ten kolega, brawo! Wyrwał towar za darmochę, oklaski!

  • U mnie działało jeszcze coś – MałaŻonka szła na pierwszy ogień i targowała się mniej lub bardziej mocno, po czym ja za chwilę podchodziłem i po tym, jak usłyszałem już zbitą cenę musiałem łapać szybko powietrze i szukać defibrylatora, bo zaraz groził mi zawał.

    Na początku się trochę krępowałem, ale potem pojąłem, że lokalsi z takiego teatrzyku są bardzo zadowoleni (może dlatego, że obrobili duecik, a nie jedną sztukę?) i uwolniłem z pełną mocą swoje cebulactwo i cieszę się tymi tureckimi podróbkami po dziś dzień, bo co jak co, ale jakościowo wymiatają, nawet w porównaniu do oryginałów z polskich sklepów. A niektóre rzeczy, np. skórzane, noszę już 10 lat. Hmmm, czas znowu jechać na zakupy do Turcji 🙂

  • majkey

    10 – oj nie zgodzę się! Czasem właśnie „w hurcie” lepiej handel idzie. Jak masz pińć rzeczy do kupienia to czasem lepiej powiedzieć: „za to, to i to płacę 30” i to łatwiej im przełknąć, bo oni i tak sobie przeliczą ile to jest mniej niż być powinno.