Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Gar Jakubiaka – knajpa dla wszystkich /Warsz...

Gar Jakubiaka – knajpa dla wszystkich /Warszawa

Gar na Jasnej pod auspicjami Tomka Jakubiaka przeszedł kompletną metamorfozę. Jest jasno, przestronnie, ale wciąż przytulnie. Menu niezbyt skomplikowane, wyraźnie obmyślone tak, by trafiać w gust większości. Jest sporo mięsa, proste kompozycje, a to wszystko okraszone wyjątkowo wyluzowaną obsługą i trochę zbyt głośną muzyką.

Miejsce codzienne, zupełnie nie na specjalne okazje, przyjazne dla portfela i podniebienia. Wszędobylskie prosecco tu dostaniemy w wyjątkowo atrakcyjnej cenie 40 zł za litr. To się musi udać i chyba się udaje, bo w środku tygodnia knajpa jest niemal pełna. Trochę zbyt głośna muzyka utrudnia rozmowę, ale prawdziwy nadmiar decybeli przychodzi dopiero z imprezą, która rozkręca się w części lokalu. To przeszkadza, nie ukrywam. Robi się trochę tak, jakbyśmy siedzieli w klubie, próbowali coś zjeść i jednocześnie prowadzić rozmowę. Bez krzyku się nie udaje, więc wychodzimy z nieco zdartymi gardłami. Ale jednak zadowoleni.

Tym razem wybraliśmy się na popas we czwórkę, więc bez większego kłopotu zrobiliśmy przegląd prawie całej karty. Na początek „polski hummus” i pieczywo. Hummus jest umiarkowanie polski, ale dzięki suszonym pomidorom i kolendrze jest bardzo przyjemną pastą, która umila nam pierwsze chwile w Garze.

Jedyną potrawą, do której wszyscy mieliśmy zastrzeżenia była zupa krem z kiszonych pomidorów ze skorzonerą (14 zł). Wiecie jak pachnie gumka od słoika? Tak pachniała ta zupa, więc bez zbędnych ceregieli wróciła na kuchnię. Ale już wątróbka jagnięca z pomidorami, orzechami laskowymi i skorzonerą (24 zł) była przyjemnie delikatna, unurzana w esencjonalnym sosie z męciutką, uduszoną cebulą. Wcale przyzwoicie przygotowano również krewetki z salami drwala (cokolwiek to znaczy) limonką i świeżą kolendrą (36 zł). O ile krewetek czepiać się niepodobna, o tyle salami drwala było w istocie suchą, wygotowaną kiełbasą, która cały tłuszcz oddała do sosu i został z niej wiór, a kolendra… Kolendra była pietruszką. Nie jest to jednoznacznie zła potrawa, jest całkiem smaczna, ale z pewnością brakowało jej małego wykopu, tego ostatniego smaku, który stawia kropkę nad „i”.

Gar Jakubiaka

Zupa z kiszonych pomidorów/wątróbka jagnięca

IMG_6080

Krewetki z salami drwala (?) i kolendrą, przepraszam, pietruszką

W Garze podają też pizzę i makarony. To naprawdę jest knajpa, której potencjalnymi klientami są wszyscy, również dzieci. Spróbowaliśmy więc klasycznej margherity (20 zł.), która chlubi się naprawdę dobrymi dodatkami, bardzo aromatycznym, pachnącym latem sosem, jednak w dół ściąga ją lekko zakalcowate ciasto. Wiem, że wielu osobom będzie smakowała, ale to jednak nie moja rzecz.

Bardzo przyjemne są policzki wołowe podane klasycznie z sosem chrzanowym i ziemniakami (32 zł). Mięso jest delikatne, rozpada się na włókna, a sos wyraźny i charakterny. Szkoda, że ziemniaki raczej z tych kiepskich – białe i niesmaczne. Podobnie golonka z indyka (32 zł) – prawie idealne danie, bo samo mięso jest cudownie miękkie, wilgotne i znakomicie doprawione, ale jak na złość pokrywa je twarda, niejadalna skórka. No i te ziemniaki… Tak właśnie jest w Garze – smacznie, ALE… Honoru broni antrykot wołowy z salsą z czarnych pomidorów i domowymi frytkami (54 zł), bo to przyzwoitej jakości, umiejętnie przygotowane mięso.

Gar Jakubiaka1

Policzki wołowe/golonka z indyka

IMG_6085

Antrykot wołowy

Deserem są dyniowe leniwe w sosie waniliowym (17 zł). No, taki finisz, to ja rozumiem. Może to nie do końca deser, raczej pełnoprawna porcja obiadowa, więc radzę zamawiać na spółkę, ale te leniwe są znakomite. Delikatne jak marzenie, w sosie (który można by było odrobinę jeszcze zredukować) z prawdziwą wanilią, nie za słodkie i obłędnie sycące. Dla leniwych tam wrócę.

IMG_6092

Leniwe

Gar Jakubiaka jest niezobowiązującym, miłym miejscem, które w ogólnym rozrachunku karmi przyzwoicie. Tuszę, że na dłużej zostanie z nami, bo to przyjemna knajpa, a Tomek, w przeciwieństwie do wielu osób, którym się tylko tak wydaje, naprawdę umie gotować. Kiedyś wpadniemy w czasie weekendu, kiedy wódz jest na pokładzie i zobaczymy jak się wtedy sprawy mają.

Obsługa jest szalenie miła i jeszcze bardziej wyluzowana, z czym zazwyczaj nie mam problemu, póki nie dosiada się do stolika. W moim odczuciu to o jeden most za daleko. Choć wciąż śmiesznie. I naprawdę się starają. Zależy im by było ci, kliencie, miło. Można na lunch, można na kolację ze znajomymi, która niespodziewanie może się przerodzić w imprezę przy barze. Tak, do Gara można.

pigs4

Magda

Info

www fb
ul. Jasna 10, Warszawa