Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Cudowne Życie Blogera – wyobrażenia vs. rzec...

Cudowne Życie Blogera – wyobrażenia vs. rzeczywistość

Budzę się koło dziesiątej, nigdy wcześniej. Oczywiście w jedwabnej pościeli. Najpierw kawka, najlepiej z pianką, a do tego fikuśne śniadanie. Takie, żeby dobrze wyglądało na Instagramie. W ogóle takie życie, żeby dobrze wyglądało na Instagramie. O to w tym chodzi, bejbe. Może jakiś post na Fejsa wrzucę. Nie wiem jeszcze, na razie jest kawka i długi pas startowy. Od niechcenia sprawdzam maile, które spłynęły od wczoraj. No tak, jakieś współprace, dary losu, podaj adres, prześlemy ci coś miłego, damy za darmo, połechcemy próżność, jesteś najlepsza…

– No, wiem – mruczę i przeciągam się jak kotka, płynnym ruchem ręki odrzucając pukiel idealnie ułożonych włosów.

Prysznic, pas startowy się przedłuża. Od rana parada darów losu, lokaj nie nadąża odbierać paczek. Dzień jak co dzień. Koło południa ciężko pracuję nad nowym postem, w tym czasie gosposia przygotowuje super fit obiad. Taki, żeby dobrze wyglądał na Instagramie. Trochę jej to zajęło, ale wreszcie skumała i teraz gotuje tylko ładne potrawy. W kwadrans pykam pościk, więc mam czas, żeby po obiedzie skoczyć na siłownię. Jem co trzy godziny, bo jestem #fit #healthy #polishgirl. Mój prywatny trener ciągle się dobija, na szczęście do asystentki. Och, jaka jestem sprytna, że nie dałam mu mojego numeru. Chociaż może powinnam?… Jest taki muskularny, dobrze by wyglądał na Instagramie.

Po siłowni, w której się w ogóle nie pocę i dobrze wyglądam na Instagramie, jadę na spotkanie z psiapsiółką. Strasznie lubię mojego szofera, jest lepszy od poprzedniego, bo omija dziury, więc spokojnie robię kilkaset selfie, przeglądam ostatnie maile – jeszcze więcej darów losu, przeglądam ostatnie komcie – jeszcze więcej uwielbienia, sprawdzam stan konta – hajs się zgadza, wszystkie przelewy przychodzą w terminie. Z psiapsiółką umawiamy się w super modnym miejscu, oznaczenie będzie dobrze wyglądało na Instagramie. Też jest blogerką, więc mogę jej się wyżalić. Ona jedna rozumie jak to jest żyć na walizkach, ciągle latać do tych drogich hoteli, jadać w najlepszych restauracjach, dostawać wszystko za darmo, otaczać się wianuszkiem fanów… Czasem to jest takie trudne! Robimy dużo selfie i wrzucamy na Instagram.

Och, jestem w takim pędzie! Wieczorem znowu jakaś gala, czy tam inne otwarcie. Co ja jestem, robot? Nie wiem jak zdążę do fryzjera, przecież po drodze muszę zahaczyć jeszcze o dwa butiki, bo już czwarty miesiąc proszą żebym przyszła. W międzyczasie dogaduję milionowe deale na reklamę na blogasku. Ja nie wiem po co utrzymuję tych ośmiu managerów darmozjadów, skoro wszystko muszę robić sama!

A teraz się budzimy…

 

Ja pieprzę! Czemu ten budzik tak szczeka?! Aaa, bo to domofon… Na wyświetlaczu telefonu 7:30, spoko, zaraz by zaszczekał i budzik. Szlafrok – śpiochy w oczach – kurier – kawa trochę po omacku. Święte piętnaście minut, dobry czas – można odpowiedzieć na kilka maili. Przesyłkę sprawdzę później, to na pewno coś miłego. Prysznic i do roboty. Najpierw jeszcze trochę maili, bo firma, bo blog. Dwie godziny uciekają jak sen złoty. Krówa, kiedy?! Nawet na połowę nie odpowiedziałam! Teraz nowy post, już się trochę rozgrzałam. Ok, jest niezły, ale stać mnie na więcej. Zgubny perfekcjonizm, ogarnij się kobieto. „Opublikuj”. Jeszcze tylko wrzucę zajawkę na Fejsa i Twittera i… Cholera jasna! Za dziesięć dwunasta! Za dziesięć minut mam spotkanie, a ja jeszcze siedzę przy biurku! Szlag by to nagły! Jedną ręką kierownica, drugą na czerwonym maluję rzęsy, trzecią SMS, że się spóźnię, bad hair day everyday, w międzyczasie dwie zaległe rozmowy telefoniczne, niech będzie błogosławiony zestaw głośnomówiący teraz i na wieki oraz siostra jego automatyczna skrzynia biegów, kwadrans szukania miejsca do parkowania – jestem. Jedziemy z koksem, bo za godzinę zaczynam kolejne spotkanie, a skoro spóźniłam się na pierwsze, to już wiem, że cały ten misternie budowany plan niechybnie jebnie jak polska gospodarka pod rządami PiS i spóźnię się na kolejne dwa. Pod stołem sprawdzam jak się przyjął nowy post. Klikają, podoba im się, fajnie. Good job, Magduś! Raz, dwa, trzy – biegiem żyjesz ty. Oczywiście spóźniam się na dwa kolejne spotkania. Nienawidzę się spóźniać! Mieli mnie ten dzień jak zwykle i wypluwa pod domem trochę po dziewiętnastej. Wpadam – wypadam, wysikuję psy, wrzucam pranie do pralki, karmię kota, nie lubię tego sierściucha, chce ode mnie tylko żarcia, i już wystrzelam jak z procy. Czwartego spóźnienia jednego dnia sobie nie daruję. Dzięki ci wszechświecie za taksówki. Dwa razy po dwadzieścia minut to razem czterdzieści. Prawie godzina. Można sprawdzić co się dzieje w Internetach. Ile spraw od rana się popchnęło, co się dzieje w komentarzach. Spoko, miło, kulturka, kurczę, lubię tych ludzi, skąd oni do mnie przyszli? A, nie… Jednak jest jakiś troll. Jeden na dwadzieścia tysięcy nie zrozumiał tysiąca słów i wyciągnął z nich dwa, do których koniecznie musiał się przyjebać. Ależ ja bym chciała mieć tyle czasu! Ale nie mam. Ban user, delete. Docieram na miejsce, jestem, pokątnie sprawdzam maile, rozmawiam z ludźmi, uczestniczę, pokątnie odpowiadam na wiadomości na Fejsie, pewnie myślą, że wszystkie blogerki to jakieś kompletne idiotki, które nie odklejają się od telefonu, wracam, taksówka, chwilowo mam siłę tylko na bezmyślne gapienie się w szybę. Dwadzieścia minut kompletnej pustki w głowie. Dwudziesta trzecia to fajna godzina, bo młoda. Wreszcie walę się na kanapę, nalewam sobie kieliszek wina i otwieram laptopa żeby popracować. W menu kolacyjnym mam dwie umowy do przejrzenia, poprawienie jednego tekstu, prezentację do dokończenia, listę zadań na jutro, szybciej, szybciej, za chwilę znowu wyjeżdżam i wytnie mnie na tydzień, może recenzję bym napisała, ale już trochę przysypiam… I ta przesyłka cały czas na blacie w kuchni. Widzę ją z kanapy. Jutro otworzę, dzisiaj już padam. Pewnie dlatego, że jest prawie druga, a ja od trzech miesięcy obiecuję sobie, że zacznę się kłaść przed północą i jeszcze ani raz mi się nie udało, do tego znowu zapomniałam zjeść kolację…

A chuj, i tak lepiej niż w korpo!*

Magda

* też klniecie, wiem o tym, więc nie rżnijcie mi tu dziś świętoszków

foto: supercv.com


  • Zazdroszczę tego budzika o 7:30, mój drze ryja o 6:00. I cierpliwości zazdroszczę – ja bluzgam już od rana 🙂

  • Bloger zawsze je zimne. Chyba że robi/zamawia 2 razy – do zdjęć i do jedzenia.

    • Chyba że robi w domu i ma pod jedzeniem papier albo styropian, a na dużo oleju do blasku – wtedy nie je o ogóle 😉

      • ja tam jem ciepłe, ale robię chujowe zdjęcia, zwłaszcza jedzenia, bo szybko cykam, żeby już zjeść 😀

  • Batirulez.blogspot.com

    Spłakałam się jak norka, ze śmiechu oczywiście 🙂 Jeśli Ty takie posty piszesz na wpół-śpiąco, to miszcz jesteś 🙂 a teraz idę cyknąć jakąś fotkę kawy, taką ładną na instagrama 😉

  • Monika

    Dobry tekst, muszę Ci powiedzieć że nie zawsze zgadzam się z Twoimi opiniami, ale nie muszę bo tak świat zbudowany że nie zawsze czarne to czarne a białe to białe .Ale większość tekstów lubię. A ten to mistrzostwo ,wiesz że ja serio tak myślałam że Wy blogerzy macie takie super życie no cud malina. Od jakiegoś czasu sama zastanawiam się nad blogiem ale już nie wiem a jak nie będzie tego późnego wstawania, tych darów losu ,darmowych kolacji no nie wiem muszę się zastanowić .

  • Skisłam przy ostatnim zdaniu 😛 Oczywiście, że klniemy.

    Naprawdę świetnie napisane. Ale i tak ktoś Ci powie, że siedzisz w domu i się opierdalasz cały dzień i ustawiasz zimną kawę do zdjęcia.
    Cóż, życie 😉

  • martyna

    „A chuj, i tak lepiej niż w korpo!*” – szczerze mówiąc strasznie mi żal osób, które uważają, że złapali Pana Boga za nogi, bo nie pracują w korporacji. Pracuję w jednej już kilka lat, robię dokłądnie to co lubię, dostaję za to bardzo fajne pieniądze, mam stałe godziny pracy, poniedziałek-piątek. Dzięki temu mogę w bardzo prosty sposób zorganizować pozostałe dziedziny mojego życia, zawsze mam czas na posiłki, spotkania z przyjaciółmi i hobby. Nie rozumiem, co może być w tym złego? Bo po lekturze Twojego posta mam wrażenie, że nie podoba Ci się zbytnio Twój tryb życia, a mój mnie wręcz przeciwnie. Następnym razem może warto zastanowić się nad tym, co się pisze, hm? 😉

    • Agnieszka

      o jezu laska, trzy wdechy trzy wydechy i wyczilluj życie bo widać to korpo zrobiło z Ciebie korposzczura i korpowyznawcę !

      • Martyna

        Haha, „laska”, spokojnie, jestem „wyczillowana”, a „korposzczurem” nie jestem, nie obrazaj mnie prosze. Gdybys nie zauwazyla, moj komentarz jest napisany w spokojnym tonie, w przeciwienstwie do twojego ;]

        Filip, w samo sedno! 🙂

    • Przecież to prześmiewczy post 😉

    • Ale to wszystko zależy od Ciebie i tylko Ciebie Martyna :). Ja rzuciłem korpo po paru latach i czasem sobie ponarzekam: że nie mam stałej pensji, LuxMedu, Multisportu, powtarzalności, ram i porządku, że nie mogę wyjść z biura i nie być w pracy. Ale to nie znaczy, że chciałbym wrócić, ani też, że w korpo jest obiektywnie gorzej. Nic w tej kwestii nie jest obiektywne 🙂

  • W punkt!

  • Panikiler

    * też klniecie, wiem o tym, więc nie rżnijcie mi tu dziś świętoszków
    Made my day, dzis liczba kurw którymi rzucam jest wprost proporcjonalna do zmian nastroju
    p.s
    Magda wielbie Cię !

  • Kasia

    Cieszę się, że nie jestem blogerką, nie lubię takiego zabieganego życia. Pracuję na cały etat a mam na wszystko czas- ogarniam dom, mam hobby, mam czas na randki z mężem. I chodzę spać przed 23 😉

  • Osobiście nigdy nie miałam wyobrażenia, że blogerzy żyją w cukierkowym świecie samych przyjemności, zawsze wiedziałam, że dużo pracy musi za tym stać. Ale odkąd sama zaczęłam dłubać swojego bloga, to po prostu jestem w szoku (powoli mi mija :D) ile różnorodnej wiedzy trzeba posiąść, ile pracy włożyć, ile czasu poświęcić, ile zmienić w swojej codzienności i jaką samodyscyplinę wykształcić, żeby to ciągnąć. Plus minus trylion innych zagadnień wyskakujących dodatkowo ogarniać 😉 Utniesz jedną głowę (problem) – wyskakują trzy nowe 🙂 Teraz mam + 100% szacunku i podziwu dla innych blogerów, a zwłaszcza tych, którzy sporo osiągneli. Ukłon do pasa! God job Magda 😉 Pozdrawiam! LK

  • zapomniałaś o kocie! każdy bloger ma kota, który wdzięcznie pozuje do zdjęć. Nooooo… ewętualnie psa. ale tak na serio ewętualnie 😉

  • Tutaj nie tylko o blogerów, ale i tych, którzy prowadza własną firmę. Ludziom się wydaje, że śpisz do 12, pieniądze same wpływają na konto a Ty się bujasz: tu Egipt, tu Majorka.