Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce

Buczer – do rzeźnika na steki marsz!

Pewnie zauważyliście, że nie piszę zbyt wielu recenzji ostatnimi czasy. Trochę mi się nie chce ganiać do każdej nowootwartej knajpy, a trochę przytłacza mnie powtarzalność kolejnych menus. O średniakach w ogóle nie piszę, żebyście mi tu nie zasnęli. Bardziej mnie kręci wyszukiwanie perełek. Miejsc, które w jakiś sposób odróżniają się od reszty. I to takie właśnie jest.

Namiętnie wracam do sprawdzonych knajp. Ale radar pracuje na pełnej mocy i jeśli tylko intuicja podpowiada mi, że warto, to idę. O Buczerze wiem od kilku miesięcy i dopiero niedawno wylądowałam tam za sprawą Asi Matyjek z bloga Odczaruj Gary, która nota bene jest także autorką większości poniższych zdjęć.

Zasady gry są proste: jest sklep mięsny, mają grill i trzy małe stoliczki. Rotacja przy stoliczkach ciągła, bo takich cen raczej nie uświadczycie. I takiej prostoty. Wybierasz tylko kawałek, który ci odpowiada, mówisz jaki chcesz stopień wysmażenia i koniec historii. Pewnie znajdą się narzekacze, że podają gołe mięso bez żadnych dodatków, ale mam dla Was radę: na półce po prawej od wejścia stoją słoiki z ogórkami kiszonymi. Ogórki są pierwsza klasa, więc kupcie sobie słoik i to rozwiąże problem braku dodatków.

Bardzo mi się podoba klimat tego miejsca. Tu się nie przychodzi na długie pogaduchy i kolację przy świecach, tylko na solidny kawałek mięcha. Do tego ceny rozkładają na łopatki, bo średnia cena oscyluje w okolicach 30 zł. Nie znam miejsca w Warszawie, w którym zjecie stek za trzy dychy. Aby trójkom stało się zadość wybrałyśmy trzy: t-bone, rib eye i rostbef. Chyba najdelikatniejszy był rib eye, choć próżno szukać poważnych wad w którymkolwiek kawałku. Może rostbef był trochę twardszy i raczej nie zamówię go po raz drugi, skoro już wiem, że mają lepsze kąski. Podobało mi się, że słowo „krwisty” rozumiemy jednakowo, co nie wszędzie jest oczywiste, bo czasem kuchnia „wie lepiej”. A wie lepiej dlatego, że prawie wszyscy zamawiają medium, więc tym milej, że uszanowali moje preferencje. Buczer to przyjemny wegański horrorek. No, chyba że te ogórki ewentualnie, ale raczej trudno tu o jakąkolwiek inną opcję bezmięsną, więc namawiam, lecz tylko zagorzałych mięsożerców.

Chwała i cześć takim miejscom. Są jednoznaczne, zrozumiałe, urocze w swej prostocie i być może dzięki nim nie umrzemy z nudów. Bo są jakieś.

buczer

buczer

buczer

img_0454-001

buczer

buczer

buczer2

buczer

buczer

Rachunek.

pigs4

Magda

Info

fb
ul. Puławska 35, Warszawa