Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

Ato Sushi: najlepsze sushi w Polsce jest w Łodzi

Ato Sushi: najlepsze sushi w Polsce jest w Łodzi

Z sushi w Polsce jest jeden podstawowy problem: produkt. Był taki okres, kiedy sushi bary powstawały jak grzyby po deszczu. To było dawno, a Polacy nie byli jeszcze tak wymagający. Dziś jest dziś i wszyscy doskonale wiemy, że jakość produktu ma znaczenie kluczowe, zwłaszcza w miejscu, które podaje surowe ryby. Tu nie można pozwolić sobie na półśrodki.

I Ato Sushi sobie nie pozwala. Oczywiście nadal funkcjonują suszarnie serwujące nadmiar ryżu ze śladową ilością paskudnego, hodowlanego łososia, który mierzi mnie tak, że rzygam. I nadal są na to klienci. Jak ktoś lubi smak błota, to nie ma sprawy, ale jest jeden mały problem – w sushi chodzi przede wszystkim o rybę. O produkt. O jej świeżość, jakość i smak. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej. Dodatki, skład rolek i nieskończona kreatywność także są premiowane, ale najwyższą formą sushi wciąż jest nigiri z perfekcyjnie ugotowanym ryżem i znakomitą rybą maźniętą tylko pędzelkiem namoczonym w sosie sojowym. Ryba gra tu pierwsze skrzypce.

Kiedy w ostatni czwartek wylądowaliśmy w Łodzi pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy nie było zameldowanie się w hotelu lecz kolacja w Ato Sushi. Bez ceregieli usadowiliśmy się przy barze i grzecznie poprosiliśmy, aby nas nakarmili. Sushi masterem jest tu Kasper Krajewski, zwycięzca Global Sushi Challenge Polska. Tak jest, Kasper to najlepszy sushi master w Polsce i ósmy na świecie. I nie pracuje w Warszawie, tylko w Łodzi. Szok, co? Akurat lokalizacja jest tu dość istotna i jeszcze do tego wrócimy.

Zamówiliśmy trzy dania, a pozostałe dwie rolki to freestyle. Najpierw kimchi (11 zł), które idealnie trafiło w moje smaki. Lekko tylko pikantne, w sam raz kwaśne i naprawdę dobrze zbalansowane. Z kimchi jest taki problem, że często jeden ze smaków dominuje. Tutaj zupełnie tego nie ma.

Dalej rozkoszny ramen z wołowiną (26 zł). Głęboki, intensywny bulion na palonych kościach, choć mam takie spostrzeżenie, że smak krótko zostawał na języku. Wciąż jednak to wyborna, aromatyczna zupa z delikatnymi kawałkami mięsa i jajkiem o cudownie półpłynnym żółtku. Nie jestem wyznawcą jajek ściętych tak delikatnie, że część białka wciąż pozostaje półpłynna, więc wersja Ato bardzo mi odpowiada. Jedynie na serio przyczepię się do gotowego makaronu. Nu, nu, nu, nieładnie!

IMG_6188

IMG_6187

Zdecydowaliśmy się też na uramaki z soft shell crabem (39 zł). W menu oznaczone jedną papryczką, a więc w teorii pikantne, w praktyce jednak w sam raz. Soft shell crab to jeden z przysmaków, który zamawiam zawsze, ilekroć trafię go w menu. Krab wciąż był ciepły, a panierka przyjemnie chrupała. Znajdziecie tu także tuńczyka i ciekawostkę przyrodniczą – robiony na miejscu sos ssäm.

Sos ssäm to flagowy sos Davida Changa, u którego zresztą kilka miesięcy temu jedliśmy. Jedliśmy także jego ramen i ten w Ato jest… lepszy. Bulion jest lepszy, kluchy wygrywają Changowe. Ale wróćmy do sosu. Ten robiony w Ato ma przede wszystkim wyłącznie naturalne składniki i nie jest tak gładki, jak ten, który przywieźliśmy z nowojorskiego Momofuku. Czuć w nim więcej smaków i jest daleko bardziej wielowymiarowy. Nie wiem, czy można go u nich kupić, ale powinni pomyśleć o takiej możliwości, jest bowiem wybitny.

A później pojawiły się jeszcze dwie propozycje Kaspra (z tuńczykiem i seriolą) i przyznam, że ujmuje mnie jego podejście do robienia sushi. Bo z jednej strony znajdziemy tu sezonowe produkty, na przykład szparagi, a z drugiej jest ogromna zręczność w ich przygotowaniu i łączeniu z pozostałymi składnikami. Choć nie brakuje tu fantazji, która przyjmuje postać choćby fermentowanych liści wasabi, to zawsze najbardziej wyeksponowanym smakiem jest smak ryby. I tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii…

IMG_6195

IMG_6191

IMG_6190

Ato Sushi to jedyny w Polsce sushi bar na stałe współpracujący z Fish Lovers. Nie wiem czy znacie tę firmę, zajmuje się ściąganiem z Portugalii ultra świeżych ryb, które przylatują do Polski samolotem prosto z targu rybnego w Lizbonie. De facto w mniej niż dobę trafiają na talerze. I nie są to hodowlane łososie, trust me.

A teraz usiądźmy i wykonajmy proces myślowy. Jak to jest możliwe, że to właśnie w Łodzi zjecie sushi oparte na tak dobrej jakości (a więc drogim!) produkcie, a w Warszawie, która jest w stanie zaakceptować znacznie wyższe ceny już nie, hm? To jest bardzo proste – restauracja to biznes, więc ma zarabiać. Najlepiej dużo. W Ato Sushi punkt ciężkości jest ustawiony w trochę innym miejscu. Jasne, że nie pracują charytatywnie, ale jakość produktu jest dla nich na tyle ważna, że na jej rzecz rezygnują z możliwości obniżenia food costu. A więc to nie jest tak, jak jęczą niektórzy sushi masterzy, że w Polsce jest problem z produktem. Otóż problemu z produktem nie ma, problem jest gdzie indziej.

I tak oto obok świetnej ryby macie idealnie kleisty ryż, zgrabnie dobrane dodatki i trafione w punkt połączenia. Z jednej strony bez problemu rozróżnicie większość składników, ale na pewno wyczujecie też smak ryby. I ja się naprawdę nie dziwię, że Kasper jest najlepszym sushi masterem w Polsce, natomiast bardzo mnie dziwi, że Warszawa, znana szerzej jako Polskie Królestwo Suszarni, nie jest w stanie dźwignąć tematu ryb naprawdę dobrej jakości, a swego czasu onanizowała się nad Wabu, które się słusznie zamknęło. Między nami powiem Wam, że sushi master w Wabu zeznał nam kiedyś dobrowolnie, że wszystkie ryby na jakich pracowali były mrożone. Stolico, ty tak serio?

Czy Ato Sushi to najlepszy sushi bar w Polsce? Z umiejętnościami Kaspra, szacunkiem do produktu i jakością ryb, na których pracuje, zaryzykuję stwierdzenie, że tak. Zatem jak na sushi, to do Łodzi!

Rachunek.

pigs5

Magda

Info

www fb
ul. 6 sierpnia 1/3, Łódź

Sushi master: Kasper Krajewski


  • luk

    Z tego co widziałem to ramen tam jest rozcieńczony dzbankiem wody i doprawiony potężną łyżką białego proszku. Bardzo lubiliśmy spędzać czas w Ato jednak po tej obserwacji musimy się nad tym zastanowić.

    • Ixa

      do białych proszków i lania wody w Ato daleko

  • Czarek J.

    W Ato byłem i dobrze wspominam. W Warszawie z kolei moim nr 1 jest Sushiberry.

  • Piotr Adamus

    Czesc Magda!
    Jestem Twoim wiernym czytelnikiem juz od lat, cenie Cie przedewszystkim za merytoryke recenzji, krytyczne spojrzenie na sprawe oraz fajne pioro 🙂
    Skorzystalem z Twoich rad wiele razy, za co serdecznie dziekuje, ale arancini znalazlem lepsze na Sycylii 😉
    Ostatnio bedac w Lodzi, za Twoja rada poszedlem do Ato sushi i powiem tak… bylo ok, ale d… nie urwalo 🙁
    Zdecydowanie lepsze sushi jadlem w Sensi sushi bialoleka na ulicy Barei, wiem wiem, zaraz powiesz, ze daleko, ale ja Ci odpowiem, ze warto! 🙂
    Jesli odwiedzisz to miejsce, to jestem bardzo ciekawy Twojej opinii i czy mamy podobne gusta 😉 ?

    Wszystkiego dobrego w zyciu i w biznesie!

    Pozdrawiam
    Piotr Adamus

    Ps. Twoj blog jest miejscem, gdzie zostawiam swoj drugi komentarz internetowym w zyciu, wiec poczuj sie doceniona 😉