Najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy blog restauracyjno-podróżniczy w Polsce
CZYTASZ

5 prezentów, z których radość trwa dłużej, niż 5 m...

5 prezentów, z których radość trwa dłużej, niż 5 minut

To nie jest post z prezentami, które chciałabym dostać. Ani z takimi, które znalazłam w internecie i wydają mi się ciekawe. Wybrałam rzeczy, które sprawdziłam, które cenię, które warto mieć. Dlatego jest ich tylko pięć, ale myślę, że łatwo będzie je dopasować do różnych wymagań i upodobań. W każdej rodzinie znajdzie się kawosz, kobieta, pasjonat gotowania, miłośnik dobrych alkoholi czy ktoś, kto czyta wszystko, nawet etykiety na proszkach do prania. Myślę, że to całkiem uniwersalna lista.

Dla kawosza

img_0457

img_0474

img_0469

img_0465
Jestem sową, pracuję i czytam późno w nocy. Tak było odkąd pamiętam. To taka pora, kiedy najłatwiej jest mi się skupić, jest cicho, a ja sam na sam ze sobą. Oczywiście jest to zawsze okupione długim pasem startowym i ciężkim porankiem. Właściwie nasze poranki do niedawna wyglądały zawsze tak samo: Jacek wstawał trochę przede mną i jak słyszałam, że robi sobie śniadanie, głosem mdlejącej mimozy sączyłam spod kołdry coś w stylu: „Jaaacuuuś, zroooobisz mi kaaawkę?…” Typowe. Normalnie nigdy tak do niego nie mówię, bo nie jestem mdlejącą mimozą. Tylko, jak czegoś naprawdę chcę. A kawy pragnę rano jak niczego innego. Dzięki niej świat nie jest taki brutalny od samego początku, tylko trochę później. Wiem, że czasem go to wkurzało. Ale przestało.

Słuchajcie teraz: dzwoni ten nieszczęsny budzik, bo zawsze dzwoni, ale jak go wyłączasz, to od razu odpalasz aplikację i wydajesz dyspozycję – podwójne espresso raz! Rany, jakie to jest dobre! Kawa się parzy, ty masz jeszcze swoje święte pięć minut na przeciąganie i bez udawania mdlejącej mimozy budzi cię zapach świeżo zaparzonej kawusi. Cudownej, gorącej, czarnej jak piekło i mocnej jak diabli. Uwielbiam tę funkcję! Nivona CafeRomatica z serii 7 ma kilka fajnych funkcji: można zaprogramować swoje ulubione przepisy, dobrać odpowiadającą naszym preferencjom intensywność kawy, ilość pianki, pobawić się kolorowym wyświetlaczem i ucieszyć oko nowoczesnym designem. Który będzie mi pasował do nowej kuchni. Kojarzycie kafelki, które wyglądają jak w 3D? No właśnie. Ale ta aplikacja… I to, że ekspres jest naprawdę cichy, a tacka na filiżankę podgrzewana – to są trzy rzeczy, które zrobiły rewolucję w naszych mimozowych porankach. Bo zapach kawy budzi lepiej, niż… sami wiecie co. W taki prezent, to mi graj! Więcej o ekspresie Nivona CafeRomatica 788 dowiecie się tutaj.

Dla mężczyzny

krytyczne-alko-2

Mój wybór: Remy Martin 1738 Accord Royal – wykwintny, aksamitny smak toffi, palonych przypraw i gorzkiej czekolady, ujawnia także owocowe nuty/Tullamore D.E.W. – whiskey 3-krotnie destylowana i trzy lata leżakowana w dębowych beczkach, znana z wyjątkowej łagodności/Grant’s Select Reserve – duża zawartość whisky single malt w blendzie, unikalna kompozycja z nutami świeżych owoców, subtelnych przypraw i dymnego torfu, a wszystko to otoczone słodyczą wanilii/Glenfiddich 12 years old – 12-letnia whiskey single malt, dojrzewająca w dębowych beczkach po amerykańskim burbonie i hiszpańskiej sherry; wyraźna owocowa nuta w nosie i na języku

Im dalej w las, tym robi się trudniej. Z tymi prezentami. Ile można komuś kupić zegarków, biletów do teatru, książek i kilku innych klasyków, zanim padnie trupem z nudów? Przypominam, że po drodze są jeszcze takie okazje, jak urodziny, imieniny oraz rocznice. Ja czasem wymiękam, brakuje mi kreatywności, zwłaszcza, że na Boże Narodzenie obdarowuję kilkanaście osób. I naprawdę nie mam czasu na drapanie się w głowę i wymyślanie czegoś super kreatywnego, kiedy wiem, że na przykład mój tato ucieszy się z czegoś, co jest sprawdzone, z czegoś, co zna i lubi. Wiem, że nie przepada za tymi moimi super wykręconymi pomysłami, sprawdzałam to wielokrotnie – nie działa, cieszy się z uprzejmości. No to po co te kombinacje alpejskie?

Boże Narodzenie to taki specjalny moment i raczej butelka z kokardką nie jest do końca tym, co robi „wow”, ale już samodzielnie wybrany set kilku dobrych alkoholi, to całkiem fajny i jednocześnie bezpieczny pomysł. Taki zestaw, to połowa barku! Pokażcie mi faceta, który się zmartwi, jak mu wypełnicie połowę barku. Sorry, nie znam takiego. I gwarantuję, że radość z takiego prezentu będzie trwała znacznie dłużej, niż pięć minut. Myślę, że to może być wiele długich, zimowych wieczorów – czasem z koniakiem, czasem z whisky. To są takie alkohole, które kojarzą mi się z mężczyznami. Ze skórzanym fotelem, z kominkiem. W ogóle nie mam w tym roku chęci na szalone prezenty. Chcę, żeby tato siedział sobie w tym fotelu ze szklaneczką czegoś dobrego i był zadowolony z życia jak najdłużej. Tak po prostu.

Dla kobiety

braster

braster

O Brasterze pisałam znacznie obszerniej tutaj. To jest świetna rzecz, jeśli chcesz zadbać o zdrowie kogoś bliskiego – mamy, żony, siostry czy przyjaciółki. Braster to polski wynalazek, służy do comiesięcznego badania piersi i znacznie skuteczniej, niż badanie palpacyjne pomaga wykryć potencjalne ogniska nowotworowe w bardzo wczesnym stadium. A to jest kluczowe, bo większość przypadków wykryta wcześnie daje niemal stuprocentową szansę na wyleczenie.

Wtedy napisałam, że to Cycuszkowy System Wczesnego Ostrzegania. I dokładnie tak jest. Do tego jedno urządzenie może dzielić kilka kobiet, wystarczy, że każda z nich będzie miała aplikację na swoim telefonie i opłaci abonament, więc jeśli masz żonę i dwie córki, to w tym roku Święta załatwisz jednym prezentem. I nikt nie ma prawa kwęknąć, bo troska o zdrowie bliskich jest naprawdę wzruszająca. Znacznie bardziej, niż nowa para kapci. Coś Wam powiem – jak opowiadam o Brasterze, to nawet moi kumple natychmiast sprawdzają co to jest i słuchają z niekłamanym zainteresowaniem. Bo Braster jest super. A klikając w ten link kupicie go ze zniżką. Wesołych Świąt i nie ma za co!

Dla kuchcika

prezenty świąteczne

Książek kucharskich mam multum. Ciągle wychodzą nowe pozycje i czasem zastanawiam się – ile jeszcze? Przepisy, wszędzie przepisy. Od jakiegoś czasu prawie wcale nie kupuję książek kucharskich, bo mam takie spostrzeżenie, że jedynie je przeglądam, czasem ucieszę oko ładnym zdjęciem i odkładam na półkę. Od długiego czasu szukam jedynie tych pozycji, które są treściwe, dają coś więcej. Przepisy to dla mnie tylko inspiracja, a wiedza zostaje na zawsze. Dlatego polecam Wam trzy pozycje, które są całkiem świeże na rynku, które mam i bardzo cenię.

„Kiszonki i fermentacje” Aleksandra Barona, jednego z bardziej szalonych i niezwykłych szefów kuchni, to przede wszystkim zbiór informacji niezbędnych każdemu, kto ma ochotę wziąć się na serio za kiszenie i fermentowanie. Innymi słowy: co, jak, dlaczego i ewentualnie z jakiego powodu mi nie wychodzi? A trzeba Wam wiedzieć, że fermentacja to aktualnie jeden z najsilniejszych trendów w kuchni. Polskie kimchi? Proszę bardzo! Przepisy na stronach 113-119.

Dalej mamy „Przyprawy” Ewy Maliki Szyc-Juchnowicz. Tak jak w przypadku poprzedniej propozycji – najpierw wiedza. Znajdziecie tu spis całej masy przypraw wraz z wyczerpującymi informacjami na ich temat – jak je przechowywać, do czego pasują, jakie mają właściwości? A wisienką na torcie jest sporo przepisów z północnoafrykańskim zakrętasem, czyli bardzo w stylu Maliki (jadłam jej potrawy, są znakomite). Ta książka niemal pachnie kuminem!

Na koniec „Kuchnia grecka” George’a Calombarisa. Wybrałam tę książkę być może dlatego, że całkiem niedawno byliśmy w Grecji i większość czasu spędziliśmy z naszymi greckimi przyjaciółmi. Głównie jedząc i pijąc. Ale jednak więcej jedząc. Z kuchnią grecką w wydaniu tradycyjnym jesteśmy na „ty”, bo wracamy tam od lat, a ta książka, bazując na tradycyjnych smakach, pokazuje mi kuchnię grecką w nowoczesnej odsłonie. I ta odmiana mi się podoba.

Dla pożeracza literek

prezenty świąteczne

Powiedzcie mi, kupujecie jeszcze kolorowe magazyny? Bo ja wcale. Jak chcę pooglądać reklamy, to włączam telewizję, a jak ładne zdjęcia, to internet. Brakuje mi treści, ciekawych tekstów opowiadających historie, które są mi bliskie. Wiecie – a może nie wiecie – oboje mocno sympatyzujemy z ruchem Slow Food i idea życia w stylu slow jest nam bliska. Choć czasem trudna do zrealizowania w wiecznie pędzącej Warszawie. Ale nie poddajemy się.

I jak już wygospodaruję ten czas na dobrą herbatę i litery, to chciałabym wycisnąć z niego ile się da. Głównie treści. Jeśli więc macie wśród bliskich kogoś, kto każdy tekst pisany pożera, jak ciepłą szarlotkę, to polecam Waszej uwadze prenumeratę magazynu Slow Life. Jest w nim treść, ale za to nie ma wielu reklam. Jest trochę o podróżach, trochę o jedzeniu, o designie i jeszcze kilku innych przyjemnych rzeczach. To taki magazyn o dobrym życiu, który obdarowanego pożeracza literek będzie cieszył regularnie przez cały rok.

Niech Wasze Święta będą pełne radości!

Magda

foto główne: huffpost.com